Coś w tym jest, że najlepiej pisze się wieczorami... Siedzę na łóżku, przy gorącym grzejniku, popijam kawę i... No właśnie...
Myślę, jak to jest, że gdy człowiek musi się kontrolować, mimowolnie wszystko jest na przekór? Prosty przykład, wstaję rano, OD DZIŚ jestem na diecie, zero słodyczy, więcej ruchu bla, bla, dochodzi godzina 12, pora kawy w pracy, koleżanka przynosi ciastko/cukierka, myśl 'a tam jeden cukierek nie zaszkodzi!', no dobra, lecimy dalej, godzina 15, kolejna kawa a tu wpada mama z jej najlepszym ciastem... No przecież robi je tak rzadko, a jest takie dobre... I co? I dietę szlag trafił, przychodzi najczęstsza wymówka 'od jutra'.
Będąc w szpitalu oczywiście też miałam zakaz jedzenia/picia czegokolwiek słodkiego (z wiadomych względów) oczywiście było normalnym, że aby jak najszybciej wyjść z tego okropnego miejsca musiałam próbować utrzymać jak najlepszy poziom cukru (było to dla mnie dość trudne, gdyż pierwsze kroki z cukrzycą, bez glukometru nie należało do najłatwiejszych zadań), ale myślę sobie tak 'nie mogę nic słodkiego, ale mogę owoce, są słodkie, ale to witaminy, inny rodzaj cukru bla, bla' więc nanosili mi pomarańczy, jabłek (są to owoce, które cukrzycy mogą jeść, dzięki Ci Panie za mandarynki!), przychodzi najwredniejsza pielęgniarka i mówi, że NIE WOLNO MI OWOCÓW(była to Pani, która dzień wcześniej/później okrzyczała mnie i dziewczynę, z którą leżałam, najpierw, że nie przychodzimy po jedzenie, a jak powiedziałyśmy, że nie chcemy bo mamy swoje, to zaczęła wymyślać, że przez nas musi tu stać, mimo, że wdała się w 'małe' plotkowanie - WHATEVER). I jak myślicie, co robię co jakiś czas w szkole na luźnej lekcji? Opróżniam torebkę z (koleżanki się śmieją :D) 'dowodów zbrodni' -papierków po słodyczach. I wiem, że jest to najgorsza rzecz jaką robię, ale jeśli z każdej strony czuję kontrolę i nie mogę zrobić czegoś legalnie, robię to po kryjomu, co jest gorszym rozwiązaniem... Nie zjadam jednego czy dwóch ciastek lecz całe opakowanie... Zakazany owoc smakuje najlepiej...
A pytanie "jak tam cukry?" jest moją zmorą... W ogóle rozumiem, że ludzie się martwią o innych, ale bez przesady, wracam z mojej wyczekanej podróży z Londynu, trzecie/czwarte pytanie mamy JAK CUKIER - przeżyłam tyle wrażeń, chcę opowiadać ( o 1.30 w nocy) a Ona się pyta 'jak cukier?'. No kurde, żyję dalej, czyli nie było źle, nie? Albo... Idę na spacer z mamą i 3 sąsiadkami... Wyznaczamy trasę (piękny, zimowy wieczór) i pytanie JAK CUKRY?, JAK SIĘ CZUJESZ?, NIE ZA DALEKO? Oczywiście pytanie ostatnie musi być powtórzone z cztery razy... Nie, nie za daleko... :) I mimo, że bardzo lubię moją sąsiadkę, kocham mamę i szanuję wszystkich, którzy się o mnie troszczą to na prawdę: ZAWSZE SIĘ CZUJE DOBRZE, pytania są nie potrzebne :)
A i mimo wszystko i tak staram się zwracać uwagę na to co jem, jaki ma coś IG, a ciastka wybieram te mniej słodkie... Cukrzyca to choroba, która nie boli... Badajcie się!

świetny blog :) fajnie piszesz :) Obserwujemy?:)
OdpowiedzUsuńświetny blog :) fajnie piszesz :) Obserwujemy?:)
OdpowiedzUsuńrównież obserwuję juz :)
UsuńMój tata ma podwyższony poziom cukru i kilka razy dzienni bada się glukometrem.
OdpowiedzUsuńNo trochę przesadzają :) Zapytaj je czy wiedzą ile jest cukru w cukrze, jak wiedzą lepiej od Ciebie heh :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
KAMIL
Każdy zawsze "wie lepiej" kto nie ma z tym osobiście styczności :). A przynajmniej tak myśli :)
UsuńMój brat kiedyś miał podejrzenia o cukrzyce :(
OdpowiedzUsuń